menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FOTOKOMENTARZ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FOTOKOMENTARZ. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Prawie rok temu, o tej samej porze

Przyszła nagle, nie wiem skąd... I słowami piosenki Oddziału Zamkniętego myślę sobie o wiośnie...  

Zdjęcie zostało zrobione prawie rok temu, podczas długiego majowego weekendu. Mam nadzieję, że i podczas najbliższego długiego weekendu wybiorę się na spacer z aparatem...

A propos spacerów, polecam wybrać się do Millenium Hall, by w Europejskiej Galerii Sztuki zobaczyć prace absolwentów rzeszowskiego Plastyka.

 [zdjęcia zrobione telefonem]

niedziela, 10 lutego 2013

Zima w telefonicznym skrócie

Takie to czasy, że zdjęcia można zrobić nawet podeszwą. Nie obrażam się na to i sam robię zdjęcia czym popadnie. Oto małe efekty ostatniego spaceru z aparatem (telefonicznym):
 Ze zdziwieniem odkryłem, że aparat w telefonie gotów jest i do takich zdjęć (jak to poniżej). No, ale czemu to dziwi, skoro ma on więcej pamięci niż mój pierwszy pecet...
Pozdrawiam ciepło.

niedziela, 27 stycznia 2013

Zimowe impresje

Witam, po raz pierwszy w 2013 roku. I wszystkim, którzy tu zaglądają życzę pomyślności w Nowym Roku. Dziwnie brzmią te słowa pod koniec stycznia, ale co zrobić... Zimujemy :) 
Zima w mieście może być groźna :)
I kto by pomyślał, że te zdjęcia zostały zrobione na jednym z większych blokowisk w Rzeszowie. Tylko zimą takie cuda. Popatrzcie:

niedziela, 22 lipca 2012

Don Kichot i Sancho Pansa

Oto jedno z moich ulubionych zdjęć zrobionych w Barcelonie (w Parku Güell). Zestawione z rysunkiem mistrza Picasso: Don Kichot i Sancho Pansa.
Zdjęcie parę tygodni temu zawisło na ścianie w naszym salonie. Rysunek, od roku ma swoje stałe miejsce w kuchni. W galerii Picasso kupiliśmy magnes na lodówkę. Myśli o błędnym rycerzu powróciły po obejrzeniu pierwszego odcinka serialu Newsroom.

sobota, 5 maja 2012

Perygeum - czyli Super Księżyc w Super Weekend

Majowy, super weekend dobiega końca. Zgodnie z przyjętym planem unikałem komputera, a moje postanowienie odcięcia się od świata na te dni ułatwiła awaria telefonu - a właściwie karty SIM - i wszystko układało się w sam raz, by odpocząć, zebrać siły i myśli...
 


Plan na wolny, majowy weekend udało się zrealizować w 100 procentach! Ale gdyby doliczyć do tego te wszystkie spontaniczne spotkania, imprezy, rozmowy czy (po wymianie karty SIM) - SMS-y, wtedy okazałoby się, że ten plan zrealizowaliśmy jak stachanowcy - wykonując z N. 375% normy.

Jak się okazało podczas spaceru z przyjaciółmi - tej nocy mamy perygeum - czyli Księżyc znajduje się najbliżej Ziemi. Dystans ten wynosi ok. 356 tys. km. I chociaż średnia odległość to ok. 384 tys. km., to wystarcza, aby tarcza Księżyca była o 14% większa i 30% jaśniejsza niż zwykle. Oto moja galeria dzisiejszego "Super Księżyca" nad Rzeszowem.







niedziela, 19 lutego 2012

Ks. Adam Boniecki - katolicki głos w moim domu

Trochę długo zbierałem się do opisania na blogu spotkania z ks. Adamem Bonieckim i Aleksandrem Hallem. I napiszę krótko. Warto było wsłuchać się w trzygodzinną, mądrą dyskusję o polityce, kościele, religii, społeczeństwie... Spotkanie udowodniło, że można z kimś, kto nosi sutannę zgadzać się w aż tylu kwestiach. Udowodniło też, że z kimś, kto tworzył polską chrześcijańską prawicę III RP można zgadzać się w aż tylu kwestiach. Wystarczy tylko chcieć rozmawiać. Bo warto rozmawiać.




Kilka dni temu zacząłem czytać "Osobistą historię III Rzeczypospolitej" A. Halla, polecam ją wszystkim, którzy interesują się polską polityką i historią.
Poniżej zdjęcie pt."Łapy precz od księdza Bonieckiego!" :D
W księgarni Matras brakowało miejsca, dla chętnych, którzy chcieli uczestniczyć w tym spotkaniu.


wtorek, 14 lutego 2012

Woody Insert Allen - czyli o rzeczach, które wyskakują z lodówki

Wybraliśmy się z N. do sklepu. To był czwartkowy wieczór - dlatego szukając czegoś na piątkowy obiad udałem się w kierunku lodówek z rybami. I tam zobaczyłem, coś co wprawiło mnie w osłupienie.
Ta da! To nie fotomontaż. Sam, też długo przecierałem oczy ze zdumienia... Film "Wszystko Gra" Woody'ego Allen'a ze Scarlett Johanson dołączony był jako insert to FILETÓW ŚLEDZIOWYCH A'LA MATJAS za jedyne 18.99 zł*.

I tak oto, jednym zakupem można sobie zapewnić coś dla ciała i dla ducha... w sam raz na piątkowy wieczór. 


*zdjęcie zrobione w połowie stycznia.

wtorek, 7 lutego 2012

Spacer przy minusmilionowej temperaturze

Brrr... W Rzeszowie dawno nie było już takich mrozów... niech pomyślę... od jakiś 12 miesięcy :) Temperatura spadała do -24°C. Trzeba było podkręcić ogrzewanie i.... nam w domu zakwitła choinka. Na kilka dni przed "Matki Bożej Gromnicznej" zdjęliśmy z niej ozdoby i zawiozłem ją na wieś. Po świętach (Wielkanocnych) zostanie posadzona w ogrodzie. Przy tej okazji wziąłem ze sobą aparat, bo nie mogłem sobie odmówić takich widoków :)

A zima na wsi, urokliwa, choć równie mroźna jak ta w mieście.
 Odrobina fotoszopy i od razu cieplej...

 Spacer z aparatem przy minusmilionowej temperaturze nie mógł trwać długo, dlatego zdjęć tylko tyle. Ale idzie wiosna, będą nowe zdjęcia :)

środa, 25 stycznia 2012

Zimowisko i krótka recenzja Hamleta z Siemaszki

Ci, którzy czekali - doczekali się - pięknej zimy. Oto zdjęcie zrobione telefonem, w drodze do redakcji. Ostatnie dwa tygodnie pędzę jak luxtorpeda. Ale, to dobrze, bo lubię jak dużo się dzieje. A dzieje się...
Zwiedziony odważną reklamą, w niedzielę (dzień po premierze) poszliśmy z N. do rzeszowskiego teatru im. Wandy Siemaszkowej na "Hamleta" w reżyserii Steve'a Livermore'a. 
Sztuka, niestety, bardzo nierówna - momentami jest bardzo dobrze, ale jako całość - sprawia wrażenie niedopracowanej. Tyle krytyki. Ponieważ nie czuję się kompetentny w tym temacie, napiszę o tym, co mi się podobało.
Urzekła mnie Małgorzata Pruchnik grająca Ofelię (zwłaszcza opętanie). Od samego początku, do samego końca na scenie błyszczał Marek Kępiński w roli Poloniusza. A Stanisław Brejdygant, to jak pokazał - klasa sama w sobie. Także scenografia naprawdę mi się podobała - jej autorem jest Krzysztof Szczęsny.
Trzeba jeszcze dodać, że kiedy opadła kurtyna - aktorzy w ładny sposób żegnali się z widzami.

sobota, 31 grudnia 2011

Sprawozdanie rządu domowego za 2011 rok

No i nastał czas podsumowań. Co roku spisujemy z N. listę postanowień noworocznych. Co roku też rozliczamy się z ich realizacji. I choć cały czas jest nad czym pracować, nie jest z nami tak najgorzej. Dlatego otrzymaliśmy absolutorium na kolejny rok. 
Idąc po schodach, czasem warto zatrzymać się i zadumać nad tym dokąd udało się dojść. Dziś jest właściwy moment...

I mimo, że domowy minister finansów czasami rwie włosy z głowy, to minister turystyki i sportu ma po tym roku powody do satysfakcji. Wspólnie z ministrem spraw zagranicznych zwiedziliśmy Barcelonę, Pragę i Lwów. Minister rozwoju regionalnego zadbał o wizyty we Wrocławiu, Lubaniu i Warszawie.  Minister skarbu państwa też się obłowił i z ministrem obrony narodowej trzyma pieczę nad skarbcem.  

Minister kultury i dziedzictwa narodowego wykorzystał cały dostępny dla siebie budżet i otrzymał absolutorium. Dzięki jego inicjatywom zwiedziliśmy wiele galerii i muzeów, chodziliśmy na koncerty do małych klubów, filharmonii jak i do sali kongresowej. Osobne sprawozdanie na ten temat, zostanie przedstawione w ciągu najbliższego tygodnia.

W naszym ministerstwie pracy, sytuacja jest w miarę stabilna. Na specjalną pochwałę zasługuje jednak sekretarz stanu do spraw polityki społecznej. Czasem pomaga w sposób spektakularny, jak w przypadku kalendarza na rzecz hospicjum dla dzieci, najczęściej jednak robi to dyskretnie. Ministerstwo zdrowia w tym roku działało sprawnie. Minister nauki i szkolnictwa wyższego wspólnie z ministrem edukacji dbają o naszą bibliotekę narodową i rozwój pasji. A dzięki sprawnej dyplomacji udało się nawiązać kilka ciekawych kontaktów.

Minister cyfryzacji - w porozumieniu z KRRiTV - zainwestował w kartę telewizyjną, ale ma też na swoim koncie dużo większy sukces: udało się mu zakończyć negocjacje z ministrem finansów i z N. by w latach 2013-2015 zmienić infrastrukturę komputerową. Minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej zajmował się przede wszystkim czarterami, rezerwacjami hoteli i noszeniem ręczników na plażę.

Minister rolnictwa i rozwoju wsi zabłysnął pod koniec roku, dbając o to, by w naszym mieszkaniu stanęła piękna żywa choinka (w doniczce, z korzeniami ). Drzewko, zostanie wiosną posadzone, w porozumieniu z ministrem środowiska, w jednej z podkarpackich wsi. Minister sprawiedliwości - może dlatego, że nie jest prawnikiem, a etykiem i filozofem - wszystkie sprawy załatwia polubownie. Sprawozdania dotyczące wywiadu i kontrwywiadu objęte są klauzulą TAJNE.

wtorek, 25 października 2011

Summer in da mix [vol.3]

Są takie rzeczy, których nie przywiozłem z wakacji...
Nie przywiozłem barcelońskiej tancerki pasodoble.
Nie przywiozłem uśmiechniętego Krecika.

Ani drewnianej matrioszki..

poniedziałek, 19 września 2011

Summer in da mix [vol.1]

No i skończyły się wakacje. Urlop wykorzystany już niemal w całości. Za to zwiedziliśmy kawał świata. Wiele robiliśmy, widzieliśmy i smakowaliśmy po raz pierwszy...

Park Güell, Barcelona
Orloj, Praga
Teatr Opery i Baletu. Lwów


O każdym z tych miejsc napiszę jeszcze na blogu.

czwartek, 14 lipca 2011

Wakacyjne zmiany na blogu

Budynek redakcji el Periodico w Barcelonie.
Czas na wakacyjne (i nie tylko) zmiany na blogu. Po raz kolejny rozbudziłem w sobie mocne postanowienie, by częściej publikować tu notki. Na pierwszy ogień - fotorelacja z wakacji w Barcelonie, nad którą pracuję jeszcze. Na blipie dodałem już kilka zdjęć. A póki co, fajny patent na promocję gazety w budynku redakcji.

niedziela, 3 lipca 2011

Krótka historia o tym, jak polubiłem latanie

Szkoła latania - biernego... czyli krótka historia o tym, jak polubiłem latanie. Niedawno zaliczyłem pierwszy lot boeingiem 737-800. Nie byłem takim znowu nowicjuszem, bo parę lat temu miałem okazję lecieć śmigłowcem Sokół. Ale, jak zapewne wiecie, to zupełnie inny sposób latania. A zwłaszcza startu. Ale o tym za chwilę. Najpierw spacer po płycie lotniska (RZE) do właściwego samolotu.
Dla ułatwienia, na pasie czekały dwa boeingi 737 - tego samego przewoźnika... Ale udało się.
Wsiedliśmy do odpowiedniego samolotu i zajęliśmy miejsca. Ja przy oknie :) ze spokojem przyglądałem się ostatnim przygotowaniom do lotu.
Lot do Girony miał trwać ponad dwie godziny. Jeszcze tylko mały pokaz stewardess. Rzut oka na instrukcję umieszczoną na siedzeniu i ruszyliśmy. Zaczęło się kołowanie.
Kołowanie było fajne. W końcu ustawiliśmy się na pasie. I zaczęło się...
Prędkość wcisnęła mnie w fotel, a gdy zaczęliśmy się unosić, zbladłem. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, zaczęło mi się kręcić w głowie i tak w stanie przedzawałowym przyszło mi lecieć jeszcze półtorej godziny. Mój błędnik szalał. Odczuwałem najmniejszą zmianę ciśnienia i każdy zwrot samolotu. Na domiar złego przed lotem zjadłem najokropniejszego w życiu hamburgera.. który coraz bardziej o sobie przypomniał.
Resztka dumy i odwagi pozwoliła mi zerknąć przez okno (przy którym siedziałem) by zobaczyć i uwiecznić taki widok.
Później, jeszcze kilka razy zerkałem przez okno. Co przyprawiało mnie o palpitacje serca. I w końcu, komunikat. Za 20 minut lądujemy. Proszę zapiąć pasy. Od tego momentu (wbrew logice) rozpoczęła się moja ulubiona faza lotu. Nic już mi nie przeszkadzało, praca serca się uspokoiła, nawet zwroty samolotu były przyjemne... a przez okno oglądałem rozświetlone (bo było ok godz. 23) miasta.
I w końcu wylądowaliśmy (GRO). Gładko, delikatnie.. i przylecieliśmy przed czasem. A określenie przed czasem w przypadku kilkudniowego urlopu jest naprawdę piękne.
Nie tylko w Jasionce, ale i w Gironie czekał nas spacer po płycie. Choć lotnisko jest znacznie większe od rzeszowskiego. Po chwili byłem gotów przyznać, że latanie jest całkiem przyjemne. Dlatego rakiem wycofałem się z deklaracji, że wracam na nogach...
Ten widok lotniska w Gironie przypominał mi mój zestaw "LEGO lotnisko", jakim bawiłem się w dzieciństwie (powinienem poscannować stare zdjęcia...). Z zestawu można było zbudować samolot pasażerski, śmigłowiec, terminal z wieżą kontrolną, długi pas startowy, wózki do wożenia bagażu (w sieci znalazłem zdjęcie). A jak się to połączyło z zestawem LEGO Cosmic - tworzyliśmy z tego Przylądek Canaveral, lub międzygalaktyczne stacje kosmiczne.
Wracając do latania: moje ledwo ugruntowane przemyślenia, że latanie może nawet i jest przyjemne - o dziwo potwierdziły się w stu procentach. Lot z Girony do Rzeszowa przeżyłem bez najmniejszych fizycznych niedogodności. Siedziałem przy wyjściu awaryjnym. I z dumą przytaknąłem na prośbę stewardessy, by jej pomagać podczas ewentualnej ewakuacji. Tym razem prawie non-stop wpatrywałem się w piękne widoki za oknem. Przyjemności lotu nie zmąciły nawet komunikaty z prośbą o zapięcie pasów i ostrzeżenia przed turbulencjami.
A to chmury nad Polską. Od tej strony są przepiękne - krajobraz niemal podbiegunowy :)
W Jasionce znów gładkie lądowanie. I znów 20 minut przed czasem... a tak chciałoby się te 20 minut spędzić w pięknej Hiszpanii.
... Tęsknotę za Barceloną spotęgowała wybitnie nie-południowa pogoda. Deszczowy, chłodny tydzień - z każdą kroplą zmywał ciepło śródziemnomorskiego słońca. Nie zmył jednak wspomnień. Niebawem wpis z Barcelony :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Szukaj na tym blogu

Najczęściej czytane w tym tygodniu