menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RECENZJE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RECENZJE. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lutego 2011

Wow, czyli koncert The Australian Pink Floyd Show w Rzeszowie

Wielkie święto muzyki. Do Rzeszowa przyjechał zespół The Australian Pink Floyd Show. Zagrali fenomenalnie... Pięknie się zaczął nowy rok. 

Rewelacyjni artyści, TAPFS cały czas pozostawali w cieniu granej przez siebie muzyki. Żaden z nich nie próbował "zagarniać przestrzeni". Najmocniejszym akcentem "autopromocyjnym" (oprócz oczywiście muzyki), był skaczący w pewnym momencie koncertu - kangur.
Muzycy TAPFS, starali się być "przezroczyści". Cała oprawa, animacje i gra świateł na scenie - wydaje się, że celowo miała odwracać uwagę od tego, że nie ma tam ani Rogera Watersa, ani Davida Gilmoura....
Pink Floyd to ikona muzyki. TAPFS z wielkim pietyzmem i rzemieślniczą precyzją i dbałością o każdy dźwięk, stworzyli w Rzeszowie prawdziwe dzieło sztuki.

sobota, 11 grudnia 2010

MICHAEL - recenzja najnowszej płyty Michaela Jacksona

Od trzech dni słucham niemal non-stop najnowszego Michaela Jacksona. Płyta MICHAEL nie zaskakuje, ale trudno, żeby Król półtora roku po własnej śmierci miał wyznaczać jakieś nowe trendy w muzyce.

Fani dostaną to, czego oczekują - dobre kompozycje, w stylu MJ. Płyta trzyma równy poziom. Jednak jest kilka wyróżniających się numerów. Zwłaszcza kawałek z Lennym Kravitzem - (I can't make it) Another Day... ach ten bas, Behind The Mask z saksofonem w stylu lat 90-tych, urocze (I like) The Way You Love Me, taneczne: Hollywood Tonihgt i Breaking News oraz trochę w klimacie Thrillera czy Ghost utwór Monster. Otwierający płytę duet z Akonen Hold My Hand zawiera optymistyczny i aktualny wers: There’s no PiS inside. A to, co najważniejsze nawet słuchając ckliwych (jak zwykle w przypadku Jacksona) ballad, nie miałem wrażenia, że żeruje się na moich emocjach.

Warto uważniej wsłuchać się we wszystkie kompozycje, bo to majstersztyk od strony producenckiej. Słowem najwyższa półka. Nie ma żadnego matematycznego algorytmu w stylu "Michael Jackson Music Maker Pro 7" który stwarzałby kompozycje do zarabiania łatwych pieniędzy... To ciężka praca, i wirtuozeria, nie tylko Jacksona, ale każdego z muzyków biorących udział w tym projekcie.

Płyta MICHAEL, to nie są odgrzewane kotlety. I jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi, ta płyta to kolejny dowód na to, że śmierć artysty nie oznacza śmierci jego sztuki.

Król znów udowodnił, że jest królem - pokazał zza grobu, że nadal może wyznaczać kierunki...  Jeszcze przed oficjalną premierą, legalnie można wysłuchać całej płyty na profilu Michaela Jacksona na Facebooku.

Złośliwi powiedzą, że można sobie na to pozwolić, jak się nie żyje... ale tak na prawdę - można sobie na to pozwolić jak zarabia się ponad 270 000 000 dolarów rocznie (i to po własnej śmierci).

P.S.
Utwory powstawały przy okazji nagrywania wcześniejszych płyt Michaela Jacksona i albo wcześniej nie zostały dokończone, albo nie pasowały do ostatecznej koncepcji albumów. Zostały  dopieszczone (czasem dokończone) i wydane. SONY MUSIC zapowiedziało, że album MICHAEL to pierwszy z 10 albumów z "nową muzyką" Jacksona jakie planuje jeszcze wydać.

czwartek, 29 października 2009

Michael Jackson's This Is It

Kiedy w marcu 2009 roku Michael Jackson pojawił się w O2 Arena w Londynie, by oficjalnie ogłosić swój powrót na scenę, fani oszaleli. W ciągu trzech dni sprzedano ponad milion biletów, a radia częściej grały utwory Jacksona.

Nie milkły jednak głosy, że Jackson nie jest już w formie, że ma problemy z głosem i kondycją. Przepowiadano kompromitację. Spekulacje ucięła niespodziewana śmierć piosenkarza 25 czerwca 2009. Dokument „Michael Jackson’s This Is It” ma udowodnić, że król był w formie.

Zza kulis

„Michael Jackson’s This Is It” to kronika przygotowań do wielkiego show - serii koncertów w londyńskiej O2 Arena. Reżyserem jest Kenny Ortega, znany z takich muzyczno-filmowych produkcji jak „Hannah Montana” czy „High School Musical”.

Nagrania zza kulis miały pokazać Jacksona nie tylko jako piosenkarza i tancerza, ale przede wszystkim perfekcjonistę i wizjonera, który tworzy i udoskonala swój show. Film trudno jednak nazwać kroniką, bo zabrakło dokumentalnego podejścia.

Można odnieść wrażenie, że twórcy bardziej starali się pokazać jak mógłby wyglądać koncert Jacksona, gdyby do niego doszło, niż to co na prawdę towarzyszyło pracy nad tym spektaklem.

W filmie nie ma odzwierciedlenia faktów; o wielu rzeczach trzeba się domyślać. Zupełnie inaczej ogląda się pracę Jacksona z muzykami, kiedy ma się świadomość, że Michael nie znał nut. Obraz cierpi na brak komentarzy poza kilkoma wypowiedziami tancerzy i muzyków.

This is the moment, this is it


Mimo wszystko fani Jacksona powinni być usatysfakcjonowani. Film pokazuje, że pogłoski na temat złej kondycji muzyka były przesadzone. Jackson ciężko pracował, by się do tych koncertów przygotować. Śpiewał, tańczył, dopracowywał szczegóły, a rozmach i efekty specjalne użyte do tego show były na miarę króla popu.


Wersja z Nowin: Michael Jackson's This Is It - dziś premiera, www.nowiny24.pl

Michael Jackson's This Is It - Official Movie Trailer:

niedziela, 27 września 2009

Król jest tylko jeden: Michael Jackson



Król nie potrzebuje mikrofonu by śpiewać, ani nóg by tańczyć! I tak jest Królem. I tak robi show!

Nagranie pochodzi z Soul Train Music Awards'93. Dzień przed występem, podczas próby, Michael Jackson poważnie skręcił kostkę. Stąd to krzesło. Niezwykły występ.

piątek, 20 czerwca 2008

Coldplay - Violet Hill (uncensored)


Johnny Rotten skrytykował muzykę grupy Coldplay mówiąc, że to straszliwi nudziarze, którzy nie dają swoim słuchaczom ani odrobiny radości..

A tymczasem płyta "Viva La Vida", najnowszy album Coldplay, osiągnęła w Polsce status Złotej Płyty już w dniu premiery. I choć tytuł Złotej Płyty brzmi bardzo dumnie, to niewiele osób zdaje sobie sprawę, że do otrzymania tego „wyróżnienia” wystarczy 15 000 sprzedanych egzemplarzy (a muzykom grającym klasykę i jazz tylko 5 000 sprzedanych krążków).

Ale wracając do Coldplay. Muszę przyznać, że mam słabość do nudnego Coldplaya – a utwór „Violet Hill”, to z pewnością jedna z ich najlepszych kompozycji – wcześniej podobne wrażenie zrobił na mnie utwór „Talk”. Może dlatego, że oba twory kojarzą mi się z klimatem płyty „Division Bell” Pink Floyd. I choć zdaję sobie sprawę, że jest to porównanie na wyrost – to będę go bronił.

Teledysk, który zamieściłem na blogu, to nieocenzurowana wersja, jaką znalazłem na oficjalnej stronie zespołu. W telewizji emitowany jest zupełnie inny klip. Coraz częściej artyści przygotowują teledyski tylko do internetu, gdzie nie obowiązuje „cenzura” – bo żaden pan z kubańskim cygarem nie decyduje, czy coś się „nadaje”.

I choć utwór „Violet Hill” spodobał mi się w radiu, to w połączeniu z tym teledyskiem zyskał jeszcze w moich, no właśnie – uszach. Bo muzyki trzeba słuchać uszami. Wiem, że to strasznie trywialnie brzmi, ale proponuję wszystkim eksperyment, jaki już dawno temu przeprowadziłem oglądając muzyczne stacje telewizyjne. Kiedy jakiś utwór zwrócił moją uwagę podczas oglądania teledysku – zamykałem oczy, na długo... i bardzo często okazywało się, że omamił mnie obraz, przysłaniając miałkość muzyki.

Często też robię na odwrót – oglądam teledysk z wyłączonym dźwiękiem. Jak chce sobie popatrzeć na ładne dziewczyny... bo im bardziej rozebrane i wygimnastykowane (co jest miłe dla oka) tym mniej mają wykształcone struny głosowe, a porno-wdzięki mają przysłonić koszmarne dźwięki.

Więc ja zanurzę się jeszcze raz w nudny świat muzyki Coldplaya. W piątek idę do empiku po "Viva La Vida". I kupię sobie też The Gossip.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Szukaj na tym blogu

Najczęściej czytane w tym tygodniu