Szkoła latania - biernego... czyli krótka historia o tym, jak polubiłem latanie. Niedawno zaliczyłem pierwszy lot boeingiem 737-800. Nie byłem takim znowu nowicjuszem, bo parę lat temu miałem okazję lecieć śmigłowcem Sokół. Ale, jak zapewne wiecie, to zupełnie inny sposób latania. A zwłaszcza startu. Ale o tym za chwilę. Najpierw spacer po płycie lotniska (RZE) do właściwego samolotu.
Dla ułatwienia, na pasie czekały dwa boeingi 737 - tego samego przewoźnika... Ale udało się.
Wsiedliśmy do odpowiedniego samolotu i zajęliśmy miejsca. Ja przy oknie :) ze spokojem przyglądałem się ostatnim przygotowaniom do lotu.
Lot do Girony miał trwać ponad dwie godziny. Jeszcze tylko mały pokaz stewardess. Rzut oka na instrukcję umieszczoną na siedzeniu i ruszyliśmy. Zaczęło się kołowanie.
Kołowanie było fajne. W końcu ustawiliśmy się na pasie. I zaczęło się...
Prędkość wcisnęła mnie w fotel, a gdy zaczęliśmy się unosić, zbladłem. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, zaczęło mi się kręcić w głowie i tak w stanie przedzawałowym przyszło mi lecieć jeszcze półtorej godziny. Mój błędnik szalał. Odczuwałem najmniejszą zmianę ciśnienia i każdy zwrot samolotu. Na domiar złego przed lotem zjadłem najokropniejszego w życiu hamburgera.. który coraz bardziej o sobie przypomniał.
Resztka dumy i odwagi pozwoliła mi zerknąć przez okno (przy którym siedziałem) by zobaczyć i uwiecznić taki widok.
Później, jeszcze kilka razy zerkałem przez okno. Co przyprawiało mnie o palpitacje serca. I w końcu, komunikat. Za 20 minut lądujemy. Proszę zapiąć pasy. Od tego momentu (wbrew logice) rozpoczęła się moja ulubiona faza lotu. Nic już mi nie przeszkadzało, praca serca się uspokoiła, nawet zwroty samolotu były przyjemne... a przez okno oglądałem rozświetlone (bo było ok godz. 23) miasta.
I w końcu wylądowaliśmy (GRO). Gładko, delikatnie.. i przylecieliśmy przed czasem. A określenie przed czasem w przypadku kilkudniowego urlopu jest naprawdę piękne.
Nie tylko w Jasionce, ale i w Gironie czekał nas spacer po płycie. Choć lotnisko jest znacznie większe od rzeszowskiego. Po chwili byłem gotów przyznać, że latanie jest całkiem przyjemne. Dlatego rakiem wycofałem się z deklaracji, że wracam na nogach...
Ten widok lotniska w Gironie przypominał mi mój zestaw "LEGO lotnisko", jakim bawiłem się w dzieciństwie (powinienem poscannować stare zdjęcia...). Z zestawu można było zbudować samolot pasażerski, śmigłowiec, terminal z wieżą kontrolną, długi pas startowy, wózki do wożenia bagażu (w sieci znalazłem zdjęcie). A jak się to połączyło z zestawem LEGO Cosmic - tworzyliśmy z tego Przylądek Canaveral, lub międzygalaktyczne stacje kosmiczne.
Wracając do latania: moje ledwo ugruntowane przemyślenia, że latanie może nawet i jest przyjemne - o dziwo potwierdziły się w stu procentach. Lot z Girony do Rzeszowa przeżyłem bez najmniejszych fizycznych niedogodności. Siedziałem przy wyjściu awaryjnym. I z dumą przytaknąłem na prośbę stewardessy, by jej pomagać podczas ewentualnej ewakuacji. Tym razem prawie non-stop wpatrywałem się w piękne widoki za oknem. Przyjemności lotu nie zmąciły nawet komunikaty z prośbą o zapięcie pasów i ostrzeżenia przed turbulencjami.
A to chmury nad Polską. Od tej strony są przepiękne - krajobraz niemal podbiegunowy :)
W Jasionce znów gładkie lądowanie. I znów 20 minut przed czasem... a tak chciałoby się te 20 minut spędzić w pięknej Hiszpanii.
... Tęsknotę za Barceloną spotęgowała wybitnie nie-południowa pogoda. Deszczowy, chłodny tydzień - z każdą kroplą zmywał ciepło śródziemnomorskiego słońca. Nie zmył jednak wspomnień. Niebawem wpis z Barcelony :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Najczęściej czytane w tym tygodniu
-
Trasa Transfogarska . Ktoś nazwał tę drogę najpiękniejszą trasą w Europie. Prowadzi na wysokość 2034 m n.p.m. Jak podaje Wikipedia, do budow...
-
Podczas wieczornej premiery kalendarza dziennikarzy na rzecz hospicjum dla dzieci udało się zebrać ok. 15 tys. zł. 11,5 tys zł uzyskano podc...
-
Trochę długo zbierałem się do opisania na blogu spotkania z ks. Adamem Bonieckim i Aleksandrem Hallem . I napiszę krótko. Warto było wsłucha...
-
Zaczynam mały cykl sentymentalny. Na początek - Początek, czyli kilka zdjęć miasta, w którym się urodziłem. Co ciekawe, w niektórych dokume...
-
Przy okazji zmiany layoutu bloga, dodałem nową kategorię - Rzeszów , bo to całkiem fajne miasto. I spróbuję od czasu do czasu Wam to udowodn...
AKCJA
Barcelona
Bieszczady
charytatywnie
filharmonia
FOTOKOMENTARZ
koncert
kościół
KRAJOBRAZ
kultura
lotnisko
Lubań
LUDZIE
Lwów
malarstwo
metro
MIASTO
MUZYKA
OFFTOPIC
PODRÓŻE
pomoc
Praga
PRZYRODA
RADIO
RECENZJE
RZESZÓW
sacrum
samolot
SPORT
statek
sztuka
taxi
TEKSTY
VIDEO
Wrocław
wystawa
Węgorzewo
ZWIERZĘTA










4 komentarze:
Fajna opowieść :DDDDD
Chmury pod samolotem mnie kojarzyły się zawsze z bitą śmietaną, ale ja latałam dzieckiem będąc :DDDDDDD
Zdjęcia jak zwykle.
Świetne.
Buziaki
Prawie horror! Czy przypadkiem tajemnica Twojego samopoczucia nie tkwi w miejscówce? (Podobno na linii skrzydeł mniej kołysze).
@Go i Rado - może dlatego, że późno zacząłem latać mam inne skojarzenia ;),
@Bila&Cookie - za pierwszym razem siedziałem w podobnym miejscu, a i przy skrzydłach kołysało, a z tropu próbowały mnie zbić komunikaty o turbulencjach ;) i 3/4 lotu z komunikatem "zapiąć pasy" (które i tak cały czas miałem zapięte)... Co do horroru... horrorem jest dla mnie diabelski młyn, albo rollercoaster, a latanie samolotem jest fajne :)a
jak czy tam słowo "Barcelona",to serce mi mocniej bije :P
przepiękny "widok z okna" :)
Prześlij komentarz