menu

sobota, 7 sierpnia 2010

19. Rajd Rzeszowski, czyli wyścig po ulicach miasta

Dziś wybrałem się na 19. Rajd Rzeszowski. Było głośno, szybko i pachniało spalinami i benzyną.. Czasem doleciał nas zapach palonych opon (mimo wszystko różniący się od zapachu spotykanego m.in. na manifestacjach górników).
I aby nikt nie miał wątpliwości. Każdym zdjęciem ryzykowaliśmy - o czym informowały nas poniższe napisy:
 Na całe szczęście staliśmy po właściwej stronie napisu :)
Najpierw "odliczanie" - czyli przejazd safety caru
Później ruszyły maszyny... i nie były ospałe. Od samego początku pędziły jak opętane!
Ryk silników pędzących samochodów sprawił, że podniósł mi się poziom adrenaliny... 


Nie sądziłem, że oglądanie takich zawodów może być aż tak przyjemne..
... może dlatego, że czułem się jak na safari - polując na udane zdjęcia... co nie zawsze przychodziło z łatwością...
Ale, generalnie - nie było tak najgorzej. Bo czasem z mazem jest ciekawiej.
Bez maza - też w sumie daje radę:
A na koniec, filmik nagrany podczas medialnego odcinka 19. Rajdu Rzeszowskiego:

czwartek, 22 lipca 2010

Seven Festival - czyli weekend miodowy w Węgorzewie

Nasz miodowy weekend spędziliśmy w krainie wielkich jezior. Po raz trzeci w Węgorzewie. Znów spaliśmy nad samym Jeziorem Święcajty.. W Chacie u Pirata.
No, ale Węgorzewo to nie tylko jeziora. Węgorzewo, to również muzyka. I to nie byle jaka. W tym roku, po raz pierwszy pod szyldem Seven Festival, wystąpiło wiele znakomitości. Nam najbardziej zapadły w pamięci występy Closterkellera i ...
... The Legendary Pink Dots. Transowe, hipnotyczne, narkotyczne brzmienie... Nie wiem, co panowie biorą, ale to działa! Niestety, publiczności nie spodobał się występ i TLPD zeszli ze sceny wcześniej, niż zakładano... a szkoda.
Niestety, podczas ich występu prawie nie było światła...
Najbardziej zaskoczył nas występ zespołu Lacrimosa. Szczerze, zupełnie nie znaliśmy ich twórczości, ale wokół znajomi bardzo ich polecali, jako klasyka gatunku... No i wyszedł pan wyglądający jak Thomas Anders (taki brunet z Modern Talking). Mało tego ruszał się w podobnym stylu, a co najgorsze, miał równie wysoki, piskliwy głos...
Coma. I sekta fanów. My do sekty nie należymy, ale lubimy Comę. To nie pierwszy koncert, na którym byliśmy, ale po raz pierwszy było tak sympatycznie podczas konferencji prasowej :D Przez co spóźniłem się na występ Closterkellera (a dokładniej, na te 10 minut, kiedy można było stać pod sceną i robić zdjęcia)...
Na koniec łomot przez duże Ł. Czyli napier#$%&lanie w wykonaniu zespołu Vader. Jechali równo jak kosiarka. I ryczeli jak husqvarna.
Na Sepulturze siadły mi akumulatorki i de facto nie zrobiłem ani jednego porządnego zdjęcia. Ale bez braci Cavalera, to już nie to samo, choć koncert całkiem był udany.

I jeszcze ostatnie spojrzenie na żaglówki w Węgorzewie...  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Szukaj na tym blogu

Najczęściej czytane w tym tygodniu